Tu i Teraz

Tu i teraz | tydzień przed ślubem

Już pod koniec maja wiedziałam, że nie ma szans, żebym w czerwcu opublikowała na blogu jakiś sensowny wpis. Z góry wiedziałam, że nie będę miała na to czasu, głowy, a nawet jeśli chodzi o krótkie przepisy to nie zamierzam robić zdjęć. Później wymyśliłam, że może warto sięgnąć po formę tu i teraz i stworzyć krótki wpis, który będę pisała prosto z serca bez planu i doboru zdjęć. Nie spodziewałam się, że wyjdzie z tego aż tak osobisty wpis, ale naprawdę przelałam na klawiaturę wszystkie moje myśli. Chyba to forma autoterapii i rozładowania napięcia. Publikuję go z pewną obawą, ale z drugiej strony stwierdziłam, że cudownie będzie sobie przypominać swoje uczucia i emocje tydzień przed ślubem.

Jestem…

cholernie podekscytowana naszym ślubem i weselem. Ta ekscytacja oznacza i euforię i stres i masę innych emocji, które powodują ból w dole brzucha – czasem taki przyjemny, a czasem mdlący. Im bliżej tego dnia tym bardziej odpuszczam i myślę co będzie to będzie, mam gdzieś „confetti”, które oznacza szał i atrakcje, chcę czuć się po prostu wspaniale w tym dniu, czuć, że to naprawdę nasz najpiękniejszy dzień i przetańczyć całą noc nie odpuszczając żadnego kawałka. Wiem, że będzie ekstra i właśnie dlatego po prostu nie mogę przestać się ekscytować!

Czuję się…

kochana i szczęśliwa jak nigdy dotąd i cieszę się, że właśnie tuż przed ślubem mogę się tak czuć. Czerpię siłę z poczucia sprawczości jakie sobie dałam zakładając własny biznes i z tego, że najlepsze dopiero przed nami. Chciałam zacząć właśnie od tych pozytywnych emocji, ale zaraz po tym czuję zmęczenie, które w tym roku ciągnie się i ciągnie. Na szczęście już widać jego koniec i szansę na prawdziwy odpoczynek. Czerwiec to dla mnie i dla Nas także miesiąc pełen intensywnych emocji i to bardzo skrajnych – wiele bardzo szczęśliwych chwil przeplatało się z bardzo ciężkimi momentami. Los trochę zadrwił z naszych ludzkich planów i tuż przed ślubem dał nam popalić, ale bardzo liczę na to, że jednak uda nam się poczuć magię tego dnia i udzieli się ona także innym.

Tęsknię za…

leniwymi porankami w soboty, czasem spędzanym na wsi, pichceniem pyszności, spacerami, czasem tylko dla siebie. Dużo mam tych małych tęsknot, bo ostatnio czas gnał jak szalony.

Czytam…

w tym roku czytam w żółwim tempie i na tapecie mam kilka napoczętych książek. Od 2 miesięcy nie mogę skończyć czwartej części serii o Chyłce Remigiusza Mroza i drugiej części słodkiej powieści Natalii Sońskiej. Poza tym jeszcze zimą zaczęłam czytać Jogę i ajurwedę, której też nie dokończyłam. Ostatnio kupiłam też sobie książkę Michała Szafrańskiego „Zaufanie to waluta przyszłości” i będę się chciała wziąć za nią jak najszybciej, bo przekartkowanie spowodowało ból serca, że nie mam czasu wziąć się za nią od razu.

Oglądam…

hmm bardzo niewiele. Razem z P. w czerwcu nie obejrzeliśmy nic poza naprawdę 1 odcinkiem Friends. Sama obejrzałam do śniadania kilka odcinków Grace&Frankie, ale to moje oglądanie trwa tylko tyle co jedzenie, więc cały odcinek oglądam czasem przez 3 dni.

Jestem wdzięczna za…

przede wszystkim za mojego przyszłego męża, bo nie mogłam sobie wymarzyć lepszego partnera na całe życie. Wiele razem już przeszliśmy, znamy się na wylot, a on nieustannie jest moim najlepszym przyjacielem i miłością mojego życia jednocześnie. To brzmi jak totalny lukier, ale ostatnio działo się tak wiele, a mam wrażenie, że finalnie naprawdę wychodziliśmy z każdej burzy silniejsi. Jestem mu wdzięczna za to, że zawsze mnie wspiera w dosłownie każdej sprawie i zawsze we mnie wierzy. Nie dość, że ciągle wysłuchuje moich szalonych pomysłów to jeszcze pomaga mi je realizować. Jestem też wdzięczna za wszystkich wspaniałych ludzi w moim życiu, którzy od zawsze mnie wspierają. Chodzi o osoby o których nie mówię w internecie i nie będę tego zmieniać także tu. Chociaż nieraz się wściekam, że wszystko jest na mojej głowie i ze wszystkim muszę radzić sobie sama to wiem, że to nieprawda, bo mam na kim polegać i kiedy tylko potrzeba mogę liczyć na ogromne wsparcie.

Uczę się..

ograniczania i odpoczywania. Od zawsze uwielbiam działać, najlepiej z kilkoma rzeczami jednocześnie. Teraz myślę, że dorosłam jednak do tego, żeby zacząć odpuszczać. Pracowitość to za mało, bo przede wszystkim trzeba wiedzieć w co tę pracowitość inwestować. Chciałabym nauczyć się rozsądniej wykorzystywać swoje zasoby, ale jednocześnie muszę to pogodzić z chęcią myślenia przebojowo i działania odważnie. Koniecznie muszę jednak nauczyć się naprawdę odpoczywać mając w nosie to, że ktoś znowu nie pozmywał naczyń, nie analizować że ciągle mam jeszcze do zrobienia to czy tamto.

Chciałabym…

tutaj mogłabym wymieniać wiele, ale nie będę wymagająca – chciałabym być po prostu szczęśliwa :). Bez fajerwerków, tak po prostu i normalnie szczęśliwa.

Boje się…

że ślub i wesele zleci zbyt szybko i że po tych wszystkich intensywnych przeżyciach tego roku naprawdę nie będę potrafiła zwolnić. Chciałabym też nie rozdrabniać się zawodowo, ale boję się, że finalnie i tak wezmę na siebie zbyt wiele.

Planuję…

zrealizować wszystko to co od kilku tygodni czy czasami miesięcy odkładałam najpierw ze względu na otwarcie Amorino, później na ślub. Trochę tego jest, ale na sam początek pójdzie skupienie na rozwoju oferty Amorino i odpoczynek. Chce wykorzystać lato a jesienią wziąć się za intensywną pracę nad blogami i rozwojem kolejnej działalności. Ale najpierw planuję odpocząć, zdecydowanie tak!

Wierzę…

że życie w związku małżeńskim jest super. Na pewno pomaga mi w tym moja romantyczna i marzycielska dusza. Nie chcę odwoływać do religii i rozpisywać się na ten temat, bo wiem, że w dzisiejszych czasach każdy zna co najmniej kilka par po rozwodzie, a jeszcze więcej takich osób, które wcale nie planują ślubu. Ja wierzę w to, że ludzie zostali stworzeni po to, żeby się kochać i szerzyć tę miłość i ani kariera, ani chęć wyszalenia się czy inne egoistyczne lub mniej egoistyczne pobudki nie powinny być ważniejsze niż rodzina.

______________________

Nie wiem czy seria Tu i teraz zagości na blogu na stałe, bo wyciąga zbyt osobiste refleksje, ale z drugiej strony wiem, że lubię czytać te wpisy na innych blogach. Myślę, że na Mojej Inspiratornii szykuje się sporo zmian wizualnych i treściowych i cieszę się, że wybrałam aż tak pojemną nazwę, która po 2 latach nadal jest spójna z tym co chcę tu pokazywać i nie muszę martwić się, że ostatnio mniej tu jedzenia :). Jeśli jesteście ze mną od początku i jakimś cudem pamiętacie lub czytaliście pierwszy wpis to wiecie, że zakładając bloga chciałam mieć większy wachlarz tematów :). Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale nadal nie mogę uwierzyć w to, że niektóre plany udało mi się zrealizować tak szybko:).

Oby to był przepiękny lipiec! Dla mnie i dla Was!