Miejsca, Podróże

„Mały Rzym” i „mały Wawel”, czyli Sandomierz i Zamek w Baranowie Sandomierskim

W sierpniu nareszcie odwiedziłam Sandomierz. To miasto nigdy nie było dla mnie wycieczkowym priorytetem, ale wybierałam się tam na weekend już od ponad roku, ponieważ żona mojego brata pochodzi z tamtych stron. Miasto okazało się przepiękne i niesamowicie urokliwe. Nie wiem, dlaczego nie zdawałam sobie sprawy, że jest tam aż tak ładnie, przecież oglądałam jakieś urywki „Ojca Mateusza” :). Nie wiedziałam również, że Sandomierz jako miasto położone na siedmiu wzgórzach nazywany jest „małym Rzymem”. Malowniczość i niesamowity klimat powodują, że jest to w pełni uzasadnione i zasłużone. Mówiąc szczerze chyba bardziej niż z serialu TVP kojarzyłam to miasto z lekcji historii. Nic dziwnego, bo Sandomierz jest jednym z najstarszych miast w Polsce. Układ miasta i zabudowa sięgają czasów średniowiecza.

W sobotę wyruszyliśmy szykując się na kilka godzin zwiedzania. Niestety w trakcie przeszkodził Nam ulewny deszcz, więc nie udało Nam się zobaczyć wszystkiego co planowaliśmy. Lało przez dobre 2 godziny i tym samym zostaliśmy zmuszeni do odwiedzenia Podziemnej Trasy Turystycznej i posiedzenia w knajpie „Lapidarium pod Ratuszem” przy sandomierskim cydrze. Później rozpogodziło się, a ja latałam jak oszalała, żeby zobaczyć jak najwięcej. Potraktujcie ten wpis jako luźną relację, a nie przewodnik. Zapewne pominęłam wiele miejsc. Na pewno muszę wrócić do Wąwozu Jadwigi i nad Wisłę.

W niedzielę nie wracaliśmy już do Sandomierza, chociaż pogoda była lepsza. Wolałam namówić rodzinkę na wycieczkę do Baranowa Sandomierskiego, a w drodze powrotnej zajechaliśmy jeszcze na Góry Pieprzowe.

Sandomierz

Ratusz znajduje się w samym centrum rynku. Ceglana budowla i biała wieża powodują, że ratusz jest rozpoznawalnym symbolem miasta. Tutaj kończy się także Podziemna Trasa Turystyczna. Po wyjściu ze względu na deszcz postanowiliśmy nie wydostawać się od razu na powierzchnię. Zahaczyliśmy o pub/restaurację „Lapidarium pod Ratuszem”, która także znajduje się w podziemiach.
Mam nadzieję, że następnym razem zobaczę Sandomierz i podświetlony ratusz o zmroku. Na zdjęciach wyglądał super.
Oczywiście bez lodów nie ma zwiedzania. Tym bardziej, że w Sandomierzu na każdym kroku trafia się na lodziarnie. Nigdy nie jadłam lodów nakładanych w taki sposób, więc wybór lodziarni był jasny. Lody „Róża” wyglądają wspaniale, ale w smaku były raczej słabe, a ten czerwony to smak mohito, przynajmniej z nazwy :).
W punkcie turystycznym zgarnęliśmy mapki i byliśmy gotowi do samodzielnego odkrywania miasta.
Ciekawa fontanna na Małym Rynku na który trafimy skręcając w lewo na Rynku Głównym przez Ratuszem. Plac pełen stoisk z pamiątkami, budek z lodami i innymi smakołykami. Wyczytałam, że tutaj organizowane są także koncerty.
Te romantyczne uliczki :).
Pozowanie na Rynku. Widać za mną troszkę ludzi, a w południe było ich coraz więcej. Chyba wszyscy oprócz Nas wiedzieli, że ma padać i zjechali dopiero po ulewie.
Piękne są te kamieniczki. Zachęcają do spacerowania cały dzień.
Widok z Bramy Opatowskiej. Byłoby jeszcze fajniej gdyby akurat kiedy podziwialiśmy stamtąd panoramę miasta nie rozpadał się deszcz, który przekreślił nasze dalsze plany intensywnego zwiedzania. Brama Opatowska to zabytek jeszcze z czasów Kazimierza Wielkiego kiedy stanowiła część muru obronnego.
Podziemna Trasa Turystyczna do której odwiedzenia zmusiła Nas kapryśna pogoda okazała się całkiem fajna. Spacer podziemiami z przewodnikiem trwał tylko 45 min, ale mogliśmy chociaż dowiedzieć się jakiś ciekawostek i legend na temat Sandomierza.
Trasa podziemna to dawne magazyny kupieckie i lochy. Momentami trochę mrocznie.
W „Lapidarium pod Ratuszem” zjadłam vege burgera, czyli w tym wypadku bułkę naładowaną ogromną porcją warzyw. W menu znajdziecie także sałatkę z jadalnymi kwiatami. Wezmę ją na pewno kolejnym razem :).
2w1, czyli dwa symbole Sandomierza w jednej pamiątce :). Krówki Sandomierskie zostały rozsławione jako klasyczny upominek z miasta, chociaż z tego co wiem nie wiele mają wspólnego z jego historią. Ojciec Mateusz też nakręca biznesy :). Nam niestety nie starczyło czasu, żeby zajrzeć na serialową plebanię i obejrzeć wystawę, która składa się między innymi z woskowych postaci aktorów.
Zmierzając w kierunku zamku przeszliśmy przez Ucho Igielne. Każdy miłośnik cegieł, schodów i wąskich uliczek na starówkach będzie zachwycony. Wszyscy robią sobie tu zdjęcia.
Zamek zrobił na mnie najlepsze wrażenie. Położony na zielonym wzgórzu w okolicy winnicy wygląda bardzo klimatycznie. Powstał w czasach Kazimierza Wielkiego. Do 1959 roku mieściło się w nim więzienie, a teraz znajdziemy tu Muzeum Okręgowe.

Po obejrzeniu zamku warto skierować się w stronę ceglanego kościoła św. Jakuba, który zbudowany został w 1236 r. Bramę kościoła jakubowego można było zobaczyć w intro „Ojca Mateusza”. We wnętrzu panuje specyficzny mrok, który od razu przywiódł mi na myśl czasy średniowiecza.

Pomiędzy zamkiem, a kościołem św. Jakuba znajduje się winnica św. Jakuba. My widzieliśmy tylko drzewka za ogrodzeniem, natomiast podobno możliwe jest wejście na teren winnicy i wzięcie udziału w degustacji wina. Chętnie bym tam zajrzała i dowiedziała się czegoś o wytwarzaniu wina w Polsce.
Bazylika Katedralna w Sandomierzu, widziana od strony Zamku. Warto jednak zbliżyć się do niej i zajrzeć do środka. Ma niepowtarzalny gotycki klimat, została wzniesiona jeszcze w XIV wieku.
Pomnik Wincentego Kadłubka.
Niestety moje umiejętności fotografowania nie są w stanie oddać piękna i uroku tego miasta. Wpadajcie tam koniecznie, a jeżeli czujecie się nieprzekonani to wystarczy wpisać „Sandomierz” w Google grafika i się zachwycicie :).

Baranów Sandomierski

Sandomierz nazywa się „małym Rzymem”, a Zamek w Baranowie Sandomierskim „małym Wawelem”. Uwielbiam odwiedzać kolejne zamki w Polsce i cieszę się, że po kilku pod rząd zamkach krzyżackich mogłam zobaczyć wreszcie coś innego. Ten zamek powstał w XVI wieku czyli w epoce późnego renesansu. Z zewnątrz nie bardzo przypominał mi Wawel, ale dziedziniec jest bardzo podobny i na pewno każdy kto był w Krakowie od razu go tak skojarzy.
Mieliśmy świetną pogodę, więc spokojnie mogliśmy spacerować po otaczającym zamek parku. Obecnie w zamku mieści się restauracja, organizowane są różne imprezy i wesela.
Zamek przechodził z rąk do rąk rodów książęcych, bywał tu Ignacy Krasicki. W dalszej historii płonął dwukrotnie i został zniszczony przez Sowietów, mimo to jego architektura nie została naruszona. Dla mnie ten biały zamek prezentuje się wspaniale.
We wnętrzu znajduje się także sklep z dużym wyborem pamiątek rycerskich i wystawa numizmatyczna.

Góry Pieprzowe

Chyba nigdy wcześniej nie słyszałam o Górach Pieprzowych, zwanych potocznie Pieprzówkami, które znajdują się zaledwie 4 km od Sandomierza. Nie zajmują one wielkiego obszaru, jednak malownicze widoki pozostają w pamięci na długo.
Podczas spaceru w rezerwacie trzeba uważać, bo zbocza są urywiste, jednak dzięki temu widok na płynąca w dole Wisłę robi wrażenie.

To moja druga fotorelacja z wyjazdu weekendowego. Zdjęcia z Mazur znajdziesz tu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *