Miejsca, Podróże

Mazury – Nidzica, Olsztynek, Olsztyn, Ostróda i Miłomłyn

Za mną niezwykle ciekawy i relaksujący tydzień. Naładowałam akumulatory na Mazurach i jestem gotowa na nowe wyzwania w Warszawie. Dość spontanicznie postanowiłam przedłużyć zaplanowany już wcześniej weekend w Spa w Miłomłynie i udało nam się odwiedzić Nidzicę, Olsztynek, Olsztyn, Gietrzwałd i Ostródę.

Spędziłam czas aktywnie, czyli tak jak lubię najbardziej. Z drugiej strony po raz pierwszy na wyjeździe 2 dni odpuściłam zwiedzanie i po prostu cieszyłam się atrakcjami w SPA. Myślałam, że to nudy, ale zdecydowanie zmieniłam zdanie. Masaż, dostęp do basenu, jacuzzi, sauny, zajęcia fitness, pyszne i zdrowe hotelowe jedzenie to też super sprawa i raz na jakiś czas będę myślała o takim weekendowym relaksie. Także pierwszy raz w życiu byłam na profesjonalnym masażu relaksacyjnym i naprawdę jestem pod wrażeniem jak to rozluźnia. Nie będę dłużej rozwodzić się nad SPA. Zapraszam na foto relację z bardziej aktywnej części wyjazdu :).

Nidzica

Po drodze do Olsztyna zaplanowaliśmy dwa przystanki. Pierwszym był Zamek w Nidzicy. Jak wiem, że w okolicy znajduje się jakiś zamek to właściwie nie sprawdzam jak wygląda i czy warto, po prostu muszę tam zajrzeć. Zamki są dla mnie śladem historii i mają w sobie majestatyczność i malowniczość, które mnie przyciągają. Kiedyś wymyśliłam, że chciałabym odwiedzić wszystkie zamki w Polsce, ale jak wiadomo są ich setki. Może chociaż uda mi się odhaczyć te najpiękniejsze i najsłynniejsze… i wszystkie inne, które będą w pobliżu :).

Zamek dość gęsto otaczają drzewa i z odległości nie da się go zobaczyć w całości, ponieważ jest on przez nie osłonięty. Trochę szkoda.

Olsztynek

W Olsztynku odwiedziłam Muzeum Budownictwa Ludowego – Park Etnograficzny. Spędziłam tu ok. 2h, spacerując wśród przeróżnych obiektów wiejskiej architektury z dawnych lat i zwierząt. Pogoda do spokojnego zwiedzania była idealna, a ja byłam pod wrażeniem z jak wielkim przywiązaniem do szczegółu zostało zorganizowane to muzeum. Można było zajrzeć do każdego wnętrza, łącznie z glinianką, których istnienie ledwo kojarzyłam :). Cenna lekcja historii polskiej wsi.

Wnętrze dawnej wiejskiej szkoły :). Poza tym szczególnie zachwyciło mnie wnętrze kościoła i karczmy, ale właściwie każda izba była po prostu piękna. Odtworzono kuchnię z wiszącymi ziołami, w pokoju stał fotel, a na stoliku obok leżała włóczka. Mój narzeczony kojarzył wiele elementów z dawnego domu swojej babci i opowiadał mi o nich podczas zwiedzania. Można więc przyjechać i sprawdzić czy znane są Wam jakiekolwiek dekoracje z wiejskich domków z XX wieku.

Od jakiegoś czasu lubię próbować różnych ziołowych naparów i zawsze wtedy sprawdzam na co „pomaga” dana roślina :). Z tego względu szczególnie urzekły mnie tabliczki z fragmentami poezji ks. Jana Twardowskiego. „Rumianek – do mycia głowy, do płukania gardła, żeby cię grypa nie zjadła, i daleko i blisko, dobry zawsze na wszystko” „Róża dzika – nie dzika-oswojona jak stara dobra żona, kiedy jest bardzo źle da witaminę Ce.” Na terenie parku znajduje się pijalnia ziół, gdzie można zjeść wegański smalec lub nabyć warmińskie przetwory czy miody.
Dużą atrakcją tego miejsca są zwierzęta, czyli tzw. „żywa wystawa”. Kozy, owce, konie, kury, gęsi, indyki :).

Olsztyn – jezioro Ukiel

Jezioro Ukiel, czyli największe jezioro w granicach administracyjnych Olsztyna. Akurat w momencie naszego wyjazdu rozpoczynał się tam finał TVN-owskiego „Projektu Plaża”. Trochę nad tym ubolewałam, bo choć niektórzy mogą to uznać za wstydliwy fakt to gdybym tylko miała czas to oglądałabym telewizję śniadaniową jak DD TVN każdego poranka :).
To jezioro to słusznie duma Olsztyna. Plaża miejska to tylko jedna z wielu atrakcji. Wypożyczalnia sprzętu wodnego, liczne przystanie, trasy spacerowe i rowerowe to oczywistość. Oprócz tego można tu znaleźć plac zabaw, a także wodny plac zabaw, super wyposażoną siłownię plenerową, skarpę zagospodarowaną podestami do opalania na różnych wysokościach i wiele ciekawych punktów gastronomicznych.
Z uroków Jeziora Ukiel korzysta mnóstwo osób i ze względu na dostępne atrakcje w ogóle mnie to nie dziwi. Ludzie spotykają się tam nie tylko, żeby się opalać czy uprawiać sporty wodne, ale także towarzysko, zupełnie tak jak na warszawskich bulwarach.
Nie ma polskich wakacji bez gofrów czy zapiekanek z budki :D. Ja pobiłam swój gofrowy rekord – to już drugi gofr w tym sezonie, a pamiętam, że poprzednio jadłam gofra 4 lata temu w Zakopanem :).

Olsztyn – Stare Miasto

Stare Miasto w Olsztynie zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. W samochodzie przeglądałam jakieś opinie innych osób, szukając przede wszystkim polecanych miejsc. Ktoś napisał, że spacerował po starówce całą noc i zachwycał się urokiem uliczek, a inna osoba stwierdziła, że pół godziny na obejście wystarczy. Ja podzielam zdanie, że warto tu spędzić znacznie więcej czasu niż pół godziny. Byliśmy na Starym Mieście 2-3h, ponieważ później chcieliśmy udać się na seans do Planetarium. Czułam zdecydowany niedosyt, więc wróciliśmy jeszcze wieczorem.

Baby pruskie ustawione na kształt Układu Słonecznego są dla mnie najciekawszym obiektem na Starym Mieście i cieszą się popularnością wśród turystów. Podobno nie do końca wiadomo jaką funkcję posągi te pełniły w przeszłości. Znajdywano je na terenach zamieszkałych przez plemiona pruskie, a obecnie są coraz bardziej popularyzowane jako symbol regionu.
Z kulinarnych doświadczeń najmilej będę wspominać właśnie te lody – sorbet szpinakowy i sorbet pietruszkowy z lodziarni Kroczek :). W szczególności pietruszka była przepyszna! Wieczorem natrafiliśmy z kolei na sorbet z buraka i lody o smaku chilli. To już zdecydowanie nie były sorbety dla każdego, ale jestem zachwycona różnorodnością smaków,  przede wszystkim tych warzywnych.
Chałwa, kokos, borówka, rabarbar i śmietanka z lat 50. też były super :).

Zamek Kapituły Warmińskiej w Olsztynie gdzie mieści się Muzeum Warmii i Mazur. W drodze na zamek na pewno dostrzeżecie też ławeczkę z pomnikiem Mikołaja Kopernika.
Zielony Olsztyn to przede wszystkim Park Zamkowy i Park Centralny.

Planetarium w Olsztynie, czyli wspomnienie z wycieczek szkolnych :). Byliśmy na seansie „Ziemia, Księżyc i Słońce”.

Gietrzwałd

Przy okazji przejazdu z Olsztyna do Ostródy zajrzeliśmy do Gietrzwałdu, żeby zobaczyć sanktuarium i miejscowość znane z objawień Matki Bożej. Byłam zaskoczona, bo spotkaliśmy tam dużo więcej turystów niż chociażby w Nidzicy.

Przy okazji spaceru w Gietrzwałdzie mogliśmy podziwiać taki piękny w swej prostocie widok :).

Ostróda

Ostatnim punktem przed udaniem się do SPA w Miłomłynie była Ostróda. Nastawiliśmy się na skorzystanie z Plaży Miejskiej, ale niestety od strony po której wylądowaliśmy jej nie było. Stwierdziliśmy, że spędzimy czas spacerując bulwarami.

Molo w Ostródzie. Jest ich kilka.
Rzeka Drwęca i widok na jezioro z perspektywy drogi na Zamek w Ostródzie.

Wokół Jeziora Drwęckiego w Ostródzie znajdziemy sporo drewnianych ławek-leżaków z których mamy piękny widok na jezioro i wyciąg nart wodnych na których co i rusz możemy zobaczyć jakiegoś narciarza.
Sorbet z wina :). Taki smak udało mi się upolować w Ostródzie, chociaż w planach były lody amerykańskie, których dawno nie jadłam.
Zamek w Ostródzie jest bardzo podobny do tego w Nidzicy czy Olsztynie, ponieważ wszystkie zamki zostały zbudowane przez Krzyżaków. Kolejnym podobieństwem jest obecne wykorzystanie zamku. Mieści się w nim centrum kultury, galeria, biblioteka i muzeum. Jak dla mnie to super pomysł!