Podróże

Barcelona w 4 dni – relacja, plan zwiedzania, wskazówki

Dzisiaj wreszcie podzielę się z Wami wrażeniami z Barcelony. Poniżej znajdziecie fotorelację z mojego wyjazdu z początku października i wskazówki organizacyjne. Spędziłam w stolicy Katalonii prawie 5 dni i już tydzień wcześniej miałam gotowy plan na zwiedzanie miasta, przemyślany tak żeby odpocząć, a jednocześnie jak najwięcej zobaczyć. Od jakiegoś czasu to P. przejął kwestie organizacyjne naszych wyjazdów. Również tym razem świetnie rozplanował nasze aktywności i wydaje mi się, że nasz sposób na Barcelonę się sprawdził : ).

Czy Barcelona w październiku to dobry pomysł?

Wybrałam się do Barcelony w drugim tygodniu października. Jest to optymalna pora ponieważ bilety nie są już tak drogie jak latem, a jednocześnie wciąż można cieszyć się słońcem i temperaturami do 30 stopni. Uniknęłam też wakacyjnej fali upałów, więc zdecydowanie łatwiej się zwiedzało. Niestety wiosną i jesienią zdarzają się deszczowe dni. Całe szczęście ominęły mnie ulewne deszcze, ale zdarzały się przelotne opady, a nawet burza pierwszej nocy :).


Niestety właśnie ze względu na burzę i deszcz pierwszego wieczoru po przylocie nie udało nam się wyjść z pokoju. Zrobiliśmy tylko szybie zakupy w jednym z ulicznych sklepików. W Barcelonie jest wiele sklepów  nazywanych supermerkat, które są czynne całą dobę. Ich asortyment nie jest duży, a ceny są wyższe, ale zawsze znajdują się w pobliżu. Jeżeli jednak chcielibyście zrobić zakupy w tańszym miejscu to sprawdźcie na mapie bo w bocznych uliczkach można znaleźć sklepy dobrze znanych sieci takich jak Carrefour, Lidl lub inny hiszpański dyskont jak np. Dia.

Dzień 1

Nowy dzień rozpoczęliśmy od śniadania. W tym miejscu nie będę opisywała szczegółów dotyczących jedzenia w Barcelonie, ponieważ niedługo udostępnię Wam osobny wpis, w którym dokładniej opiszę ten temat ;).

Sagrada Familia

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od wizyty w kościele Sagrada Familia, który jest zlokalizowany w dzielnicy L’Eixample. Można tam dotrzeć linią metra L2 lub L5. Stacja znajduje się tuż przy świątyni. W pierwszej kolejności obejrzeliśmy kościół dookoła. Jest on nadal w budowie i przewidywany czas zakończenia budowy to rok 2026. Mimo to można już podziwiać  bryłę kościoła. Trzeba przyznać, że jest zaskakująca i na elewacji dzieje się bardzo dużo. Mimo wszystko po symbolu Barcelony spodziewaliśmy się większego zachwytu. Odwiedziliśmy też kościół wewnątrz. Bilety kupiliśmy przez internet, dzięki temu nie musieliśmy stresować się że biletów zabraknie oraz nie traciliśmy czasu na oczekiwanie w kolejce. Zakup przez internet był też tańszą opcją. Bilety do wszystkich atrakcji są niestety bardzo drogie. Wizyta w kościele Sagrada Familia kosztowała nas 13€ od osoby.

Wnętrze jest także bardzo bogato zdobione. Najlepsze wrażenie dawało spojrzenie na sufit oraz witraże. Właśnie one budowały fajną atmosferę i ta przemyślana gra świateł to rzeczywiście coś zachwycającego. Poza tym jednak brakowało mi tu atmosfery, którą znam ze zwiedzania innych kościołów. W Sagrada Familia nie czuje się, że to kościół. Tłum ludzi wewnątrz robi zdjęcia. Mówiąc szczerze myślę, że mogłam odpuścić sobie wydanie ok. 60 zł na wizytę w środku. Dużo bardziej zachwyciło mnie wnętrze kościołów o których piszę poniżej.

Casa Batllo, Casa Amatller i Casa Mila

Następnie spacerem przeszliśmy na jedną z najważniejszych ulic w mieście tj. Passeig de Gracia. Po drodze mogliśmy zobaczyć wiele modernistycznych kamienic. To właśnie w tym miejscu architekci prześcigali się w pomysłowości swoich projektów.  Najważniejszymi budynkami jest Casa Batllo, Casa Amatller i Casa Mila. Tym razem nie zdecydowaliśmy się na zwiedzanie od środka tych dzieł Gaudiego. Po odwiedzeniu wnętrza Sagrada Familia postanowiliśmy zadowolić się ich widokiem z zewnątrz.

Casa Batllo Gaudiego wygląda bardzo efektownie. Barwna kolorystyka i balkony w formie przypominającej czaszki, mega fantazyjne połączenie :). Budowla od 2005 roku jest wpisana na Listę Światowego dziedzictwa UNESCO.
Piękny budynek Casa Amatller.

Barceloneta

Po dotarciu do Placu Catalunya zdecydowaliśmy się skorzystać z pięknej pogody i przejechaliśmy metrem L4 do stacji Barceloneta. Barceloneta to właśnie największa plaża Barcelony. Nadmorska dzielnica Barcelony to dla mnie coś wspaniałego. Można pozazdrościć mieszkańcom dostępu do morza i możliwości biegania takim cudownym palmowym deptakiem. Jest tam wiele knajp, w których można zjeść smaczne, tradycyjne dania kuchni hiszpańskiej. Zwłaszcza świeże owoce morza, które są tam wszędzie. Mimo że to październik w morzu i na plaży było wiele ludzi.

Po zwiedzaniu zabytków architektury nagle okazało się, że wystarczy przejechać kilka stacji metra, żeby poczuć egzotyczny klimat :).
Barceloneta to idealne miejsce na odpoczynek w jednej z restauracji. Ja polecam w szczególności Kurz & Gut, ale więcej o jedzeniu niebawem.
Nadmorskie uliczki – wow!
Pure happiness :).

Palmowy deptak i aż zachciało mi się skakać z radości :).

Park Ciutadella

Spacerując wzdłuż wybrzeża ruszyliśmy w lewą stronę. Następnie skierowaliśmy się w stronę parku Ciutadella. Park jest bardzo duży. Panuje tu świetna atmosfera. Ludzie jeżdżą na rowerach, piknikują, ćwiczą jogę i spotykają się ze znajomymi. W parku znajdziemy budynek w którym siedzibę ma parlament Katalonii. Można wybrać się nad jezioro i zobaczyć wielką fontannę. Przy wyjściu z parku znajduje się łuk tryumfalny i tym akcentem zakończyliśmy zwiedzanie. Przy łuku jest stacja metra, którą wróciliśmy do naszego pokoju dać trochę odpocząć nogom :).

Park Ciutadella jest ogromny i przepiękny! Było czuć trochę jesienny klimat, a jednocześnie było tak ciepło. Dla mnie to warunki idealne!

Łuk Triumfalny znajduje się zaledwie 300 m od Parku Ciutadella. Udało mi się sfotografować go z bańkami mydlanymi latającymi w powietrzu :).

Dzień 2

La Boqueria

Soki owocowe z dodatkiem kokosa to niebo! Ten smak chyba najbardziej zapamiętam z Barcelony. Wszystkie były przepyszne!

Trzeci dzień zaczęliśmy od śniadania na słynnym targu La Boqueria gdzie czekały na nas świeże owoce i soki. Można tam też zakupić świeże owoce morza, kanapki, słodycze, przyprawy i bakalie. To bardzo kolorowe miejsce. Znajduje się tuż przy La Rambli czyli przy popularnym turystycznym deptaku. Przed wejściem znajduje się też stacja metra Liceu – linia L3.

Kościół Santa Maria del Pi

Po przeciwnej stronie do targu znajduje się kościół Santa Maria del Pi i to właśnie na placu przed tym kościołem usiedliśmy żeby zjeść śniadanie. Kościół to przykład katalońskiego gotyku, bardzo surowego w formie, którego jedyną ozdobą są kolorowe witraże. Bezpłatne zwiedzanie kościoła jest dostępne tylko w określonych godzinach, które warto sprawdzić przed wybraniem się do świątyni.

Kanapka w takim miejscu smakuje jak luksus :).

La Rambla

To najbardziej znana ulica, która stanowi deptak dla turystów. Zawsze jest tu tłoczno i gwarno. To miejsce w którym znajduję się najwięcej restauracji i punktów z pamiątkami. La Rambla łączy wiele miejsc, więc podczas pobytu w Barcelonie byłam tu kilka razy. Można udać się z niej w stronę wybrzeża, dojść do La Boqueria  albo wejść w dzielnicę gotycką.

Barri Gotic – najstarsza dzielnica Barcelony i katedra św. Eulali

Następnie skierowaliśmy się w stronę pobliskiego Barri Gotic – czyli najstarszej dzielnicy Barcelony, gdzie zachowały się średniowieczne budowle. Można zagubić się w wąskich uliczkach i poczuć klimat dawnych wieków. Najważniejszym zabytkiem jest katedra św. Eulali. Katedra jest bardzo urokliwa zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. To także przykład katalońskiego gotyku, ale wewnątrz kościoła jest znacznie więcej ozdób – m.in. wiele złotych ołtarzy, które są umieszczone w kaplicach. Obejrzeć można też przykościelne krużganki. Można tam spotkać trzynaście gęsi. Trzynaście lat miała św. Eulalia gdy zginęła męczeńską śmiercią. Zwiedzanie katedry również jest bezpłatne w określonych godzinach.

Gotyk w takim wydaniu zachwyca mnie dużo bardziej niż secesyjna Sagrada Familia. Bardzo mi się tu podobało!
W środku atmosfera jest niesamowita. Cegły, mrok, piękne rzeźby i detale <3.

Zdjęcia z dzielnicy gotyckiej. Bardzo przyjemnie spacerowało się tymi uliczkami.

Kościół Santa Maria del Mar

Po krótkim spacerze po ulicach Barri Gotic skierowaliśmy się do pobliskiego kościoła Santa Maria del Mar. Jest piękny, elegancki i czuć w nim specjalną atmosferę modlitwy. Kościół znajduje się tuż przy morzu, więc po krótkim odpoczynku ruszyliśmy promenadą w prawą stronę. Po drodze oglądaliśmy port oraz pomnik Krzysztofa Kolumba, który stoi na końcu La Rambli. Naszym celem było wzgórze Montjuïc.

Wzgórze Montjuïc

Na szczycie wzgórza mieści się obronny zamek, z którego rozpościera się niesamowity widok na całe miasto. To świetny punkt widokowy. Wejście do zamku to koszt 3€ od osoby do 30 roku życia i 5€ dla osób powyżej tego wieku. Wspinaczka na wzgórze nie jest wymagająca, jednak w takim upale wcale nie była łatwa. Na trasie można spotkać wiele punktów widokowych, parki i fontanny przy których można odpocząć. Na wzgórzu były też przystanki miejskich autobusów, więc jeżeli wolicie tę opcję możecie wjechać autobusem.

Warto było się wysilić i tu wejść. Ten najtrudniejszy spacer musieliśmy pokonać akurat kiedy było najcieplej :).
Piękny widok nie do opisania!

Muzeum Sztuki Katalońskiej, Plac Hiszpański, Magiczna Fontanna

Zeszliśmy drugim zboczem góry gdzie znajduje się park olimpijski zbudowany na Igrzyska Olimpijskie, które w Barcelonie odbywały się w 1992 r. Można zajrzeć do wnętrza stadionu i obejrzeć miejsce gdzie płonął olimpijski znicz.

W tym miejscu znajduje się również Muzeum Sztuki Katalońskiej. To piękny okazały budynek. Schody prowadzące do budynku zachwycają. Przed budynkiem znajduje się magiczna fontanna gdzie w każdy czwartek, piątek i sobotę można oglądać pokazy. My wybraliśmy się na taki pokaz następnego dnia. Pokaz rozpoczął się o 21:00. W każdym miesiącu pokazy są organizowane o innej porze, więc koniecznie sprawdźcie godzinę zanim się wybierzecie.

Przed fontanną znajduje się Plac Hiszpański. To największy plac w Barcelonie przy którym krzyżują się najważniejsze ulice miasta. Znajdują się tu też dwie linie metra L1 i L3. Jest tam też sporo restauracji.

Muzeum Sztuki Katalońskiej
Magiczna Fontanna. Koniecznie wybierzcie się na wieczorny pokaz, ja byłam zachwycona!

Dzień 3

Okazało się, że 12 października w Hiszpanii jest święto narodowe – Dzień Hiszpanii. W tym dniu Krzysztof Kolumb dotarł do wybrzeży Ameryki. Hiszpanie noszą wtedy kolorowe flagi, na ulicach miast można spotkać marsze lub protesty. Całe szczęście nie były one dla nas uciążliwe.

Park Guell

Po śniadaniu wybraliśmy się do Parku Guell. Bilety również zakupiliśmy z wyprzedzeniem przez internet, ponieważ do kasy zawsze jest długa kolejka i często biletów brakuje. Minusem jest konieczność wybrania konkretnej godziny zwiedzania, warto więc wybrać się tam chwilę wcześniej. Bilet kosztował nas 7,5€ od osoby. Część parku do której obowiązują bilety to tylko niewielki fragment. Park jest bardzo przyjemny i kolorowy, ale zatłoczony i trochę przereklamowany. Bardzo mnie zdenerwowało, że 3/4 słynnej ławki było remontowane i turyści tłoczyli się na niewielkim fragmencie, który był udostępniony.

Park Guell to chyba jedyna z niewielu atrakcji Barcelony do której nie można dotrzeć bezpośrednio metrem. My dojechaliśmy linią L4 do stacji Lesseps, skąd drogowskazy doprowadziły nas do parku. Spacer trwał około 15 minut.

Tibidabo

Później wróciliśmy do tej samej stacji metra, żeby przejechać do następnego punktu w naszym planie – wzgórza Tibidabo.  Przejechaliśmy do stacji Catalunya gdzie przesiedliśmy się do pociągu podmiejskiego. Można skorzystać z dwóch linii S1 lub S2. Dojechaliśmy do stacji Peu de Funicular, a tam przesiedliśmy się do uroczej kolejki Vallvidrera, którą przejechaliśmy do końcowej stacji. Uwaga!!! Stacja Peu de Funicular ma bardzo krótki peron. Część pasażerów, która była na końcu składu nie mogła wysiąść na tej stacji. Najlepiej wsiąść do jednego ze środkowych wagonów żeby mieć pewność że uda Wam się tam wysiąść. Kolejka Vallvidrera to jeden wagonik, który wspina się przez strome zbocze. Mieści się w nim około 20 osób, więc często są tam kolejki oczekujących.

Wjazd kolejką Vallvidrera to jeszcze nie koniec podróży. Przy krańcowej stacji kolejki znajduje się przystanek autobusowy z którego co 5 minut odjeżdża autobus. Kończy swoją trasę na samym szczycie. Niestety autobus też jest bardzo mały ponieważ przemierza krętą trasę wąskimi uliczkami wiodącymi na szczyt. Tam również czasem trzeba chwilę poczekać.  Całą podróż odbyliśmy na jednym bilecie z karnetu T-10. Zmieściliśmy się w czasie 75 minut. Droga powrotna do miasta wygląda identycznie.

Tibidabo to najwyższe wzniesienie w Barcelonie, które gwarantuje niesamowita widoki. Na samym szczycie znajduje się kościół, który w zasadzie składa się z dwóch kościołów postawionych jakby jeden na drugim. Znajdziemy tam też park rozrywki i restaurację oraz food tracki. Podobno przy bardzo dobrej widoczności z tego punktu widokowego można dostrzec Majorkę oraz ośnieżone szczyty Pirenejów.

Kolejka Vallvidrera to jeden wagonik, który wspina się przez strome zbocze. To było ciekawe przeżycie z pięknymi widokami :).

Kolejna świetna budowla, która przebija Sagrada Familia :).

Po południu mieliśmy jeszcze chwilę czasu. Wstępnie planowaliśmy zobaczyć stadion FC Barcelony. Ostatecznie zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Po pierwsze dlatego, że  nie jesteśmy fanami piłki nożnej. Po drugie oglądanie stadiony z zewnątrz nie było dla nas interesujące, a zwiedzanie stadionu kosztuje aż 25€ od osoby.

Dzień 4

W ostatnim dniu naszej wizyty w Barcelonie postawiliśmy na odpoczynek. Zrobiliśmy sobie spacer po La Rambli, posiedzieliśmy na plaży. Naszym głównym celem na ten dzień było właśnie zjedzenie śniadania nad morzem. To się udało, później pospacerowaliśmy sporo wzdłuż plaży. Niestety w pewnym momencie się rozpadało, więc schowaliśmy się do restauracji gdzie zjedliśmy obiad. Później kupiliśmy kilka rzeczy, poszliśmy na ostatnie lody, a o 17:00 wyruszyliśmy na lotnisko.

 

Najsmaczniejsze śniadanie z najlepszym widokiem :).


PRAKTYCZNE INFORMACJE

To był bardzo udany wyjazd. Zobaczyliśmy wiele, ale jak zawsze chciałoby się spędzić tu więcej czasu. Miasto jest bardzo przyjazne dla turystów i ma niesamowity klimat. Zwiedza się bardzo wygodnie bo wszędzie można dostać się komunikacją miejską. Co chwila spotykamy drogowskazy kierujące do atrakcji miasta. Klimat jest przyjemny, a dla fanów owoców morza z pewnością nie zabraknie pomysłów na obiad. Jedynym minusem są wysokie ceny atrakcji turystycznych i jedzenia.

Lot i transport z lotniska

Do Barcelony lecieliśmy z Warszawy z lotniska Chopina. Bilety zarezerwowaliśmy z dwumiesięcznym wyprzedzeniem i zakupiliśmy je w świetnej cenie 300 zł od osoby w obie strony. Wylot z Warszawy był niestety w godzinach popołudniowych, więc na miejscu wylądowaliśmy po 19:00. Lot trwa trzy godziny co jest jeszcze optymalnym czasem, żeby nie zmęczyć się i nie znudzić podróżą.

Lotnisko El Prat znajduje się  w niedużej odległości od miasta, więc w 30 minut można znaleźć się w centrum Barcelony. Istnieje kilka sposobów na dojazd z lotniska. Pierwszy to specjalny autobus zwany Areobusem, który dojeżdża do samego centrum (Plac Catalunya). Autobusy kursują co kilka minut. Bilety kupuje się u kierowcy. To rozwiązanie jest wygodne, ale również najdroższe. Koszt biletu do miasta to 5€.  Kolejnym środkiem transportu może być autobus miejski numer 48. Ten jednak kursuje z mniejszą częstotliwością i jego droga trwa trochę dłużej. Przystanek końcowy to Plac Hiszpański, skąd można przesiąść się w metro. Do lotniska dojeżdża również jedna z linii metra L9, ale obowiązuje na nią osobny bilet. My skorzystaliśmy z transportu pociągiem R2 Nord. Lotnisko jest bardzo dobrze oznakowane i bez problemu dotarliśmy na stację. Tuż przed wejściem na peron znajdują się kasa i automaty biletowe gdzie kupiliśmy bilety na cały pobyt w Hiszpanii. Pociąg odjeżdża co pół godziny i przejeżdża przez całe miasto. Zatrzymuje się na stacjach, które z reguły łączą się z różnymi liniami metra, więc można łatwo się przesiąść by dotrzeć do wybranej dzielnicy. Nasza podróż pociągiem do centrum trwała 33 minuty.

Komunikacja i bilety T-10

Barcelona jest świetnie skomunikowana, ale to głównie zasługa metra które ma aż 9 linii. Dodatkowo przez miasto przejeżdża wiele pociągów podmiejskich oraz autobusy. Do wyboru mamy kilka rodzajów biletów. Zakupiliśmy bilety T-10, które kosztują 10€ i umożliwiają 10 przejazdów. Jedno skasowanie biletu umożliwia przesiadanie się do różnych środków transportu w czasie 75 minut. Kupiliśmy trzy takie bilety i wykorzystaliśmy po 15 przejazdów na osobę, więc komunikacja miejska kosztowała nas 15€ od osoby.  Co ważne z jednego biletu może korzystać kilka osób. Jeżeli skasujemy ten sam bilet dwukrotnie przy tej samej bramce skasują się dwa przejazdy.

W ofercie są też bilety bez ograniczeń na kilka dni – to tak zwana karta Hola Barcelona. Dla porównania przy zakupie takiej karty na 5 dni zapłacilibyśmy 30€ od osoby.

Można też zakupić kartę Barcelona Pass, w której cenie jest wliczony transport publiczny, wejścia do wybranych muzeów i zniżki na wiele atrakcji. Koszt takiej karty jest znacznie wyższy, ale również oferuje wiele więcej możliwości. Niestety w cenie karty nie ma najważniejszych atrakcji Barcelony jak kościół Sagrada Familia czy Park Guell.

Nocleg z AirBnb

W celu obniżenia kosztów wyjazdu wybraliśmy pokój za pośrednictwem platformy Air B&B. Jest to platforma na której możemy znaleźć wiele ofert wynajmu pokoi czy mieszkań na krótki okres. Jeżeli jesteście zainteresowani koniecznie skorzystajcie z mojego linku polecającego, a otrzymacie 100 zł zniżki na pierwszą rezerwację.  Kliknijcie w poniższą grafikę przed kolejną podróżą :). Nasz pokój znajdował się przy stacji metra. Dodatkowo mieliśmy tylko 10 minut spacerem do placu Catalunya czyli ścisłego centrum miasta, a koszt od osoby za dobę to 60 zł.


Mam nadzieję, że komuś przydadzą się moje wskazówki i informację na temat Barcelony zawarte w tym wpisie. A wszystkich foodies zapraszam niebawem na kolejny barceloński wpis – tym razem tylko na temat jedzenia :). Dowiecie się gdzie zjadłam najśmieszniejsze lody w życiu :).