Podróże

13 atrakcji Karpacza i okolic

Na początku maja, zaraz po „oficjalnej majówce” wyruszyliśmy na tydzień do Karpacza. Powiem wam, że nawet pomimo tego, że ze 2 wieczory musiałam poświęcić pracy i, że sporo knajp było pozamykanych nazwałabym ten wyjazd idealnym. Tydzień relaksu, aktywności, zwiedzania i górskich przepięknych widoków to było dokładnie to czego potrzebowałam, a dawno nie zaznałam. Analizując poprzednie urlopy stwierdziłam, że ostatni tygodniowy wyjazd zaliczyłam 3 lata temu. Wszystkie pozostałe trwały maks 4-5 dni. Teraz miałam poczucie, że naprawdę odpoczęłam, udało mi się cieszyć chwilą i słoneczną pogodą, która wyjątkowo dopisała. Po 5 dniach słońca mówiłam nawet, że „mogłoby zacząć padać, bo aż głupio mieć takie szczęście do pogody w górach” :). Zaczęło padać dopiero ostatniego dnia kiedy odjeżdżaliśmy.

Staraliśmy się wyciągnąć z tego tygodnia jak najwięcej i nie ograniczaliśmy się do samego Karpacza. W dużej mierze poznawaliśmy bliższe i dalsze atrakcje i w tym wpisie przy okazji dzielenia się foto relacją z wyjazdu chcę przedstawić 13 miejsc, które warto uwzględnić w planie wycieczki kiedy spędzamy urlop w Karpaczu.

13 atrakcji Karpacza i okolic

1. Spacer po centrum Karpacza do Zapory nad Łomnicą

Do centrum Karpacza na pewno wszyscy udają się głównie po to, aby coś zjeść albo kupić pamiątki. Spacer po centrum daje też możliwość podziwiania przepięknych widoków, a chcący czegoś więcej nie muszą wędrować daleko, bo już po 20 minutach spaceru trafią na malowniczą zaporę nad Łomnicą. To miejsce zachwyca, chociaż powstało z bardzo praktycznych powodów, żeby chronić mieszkańców przed wylewaniem rzeki i powodziami. Idealne na pierwszą wycieczkę.

Na zdjęciu widać sporo ludzi, bo zrobiłam je w niedzielę 6 maja. Od poniedziałku natomiast wszędzie były pustki i niestety sporo lokali odpoczywało, po pracowitej majówce.

2. Świątynia Wang

Świątynia Wang pojawia się w wielu miejscach w internecie jeśli szukamy po frazie „atrakcje Karpacz”, więc uznałam za oczywisty fakt, że musimy ją zobaczyć. Dopiero na miejscu dowiedziałam się, że została ona przywieziona z norweskiej miejscowości Wang i postawiona na Śląsku bez użycia gwoździ. Świątynia jest maleńka, jeśli zdecydujemy się na zobaczenie jej w środku to będziemy mogli wysłuchać nagrania audio, które odpalane jest dla każdej grupy zwiedzających. Droga, którą szliśmy do Wang była wyjątkowo stroma i chociaż zajmuje niecałą godzinę od centrum Karpacza to nieźle się zmęczyliśmy. Dzięki temu, że weszliśmy sporo pod górę to wokół świątynii mogliśmy cieszyć się też naprawdę pięknymi widokami na Karkonosze.

3. Wejście na Śnieżkę

Na najwyższy szczyt Karkonoszy wędrowaliśmy w pełnym słońcu. Dzięki temu na szlaku mogliśmy podziwiać wiele pięknych, wiosennych widoków z Karkonoszy. Wyruszyliśmy o godzinie 9:00. Ponieważ planowaliśmy zejście czarnym szlakiem zostawiliśmy samochód na parkingu właśnie w pobliżu jego końca. Musieliśmy przejść kilka kroków do zielonego szlaku, który wiódł lasem i po pół godzinnym spacerze połączył się ze szlakiem niebieskim. Choć ta droga jest dłuższa to jest zdecydowanie przyjemniejsza i można odwiedzić wiele dodatkowych punktów. Dla mnie ważne było zahaczenie o przepiękne schronisko Samotnia z kotłem Małego Stawu. Zrobiliśmy tam kilka fantastycznych zdjęć i odpoczęliśmy. To naprawdę magiczne miejsce porównywalne do Doliny Pięciu Stawów w Tatrach.

Idąc dalej mijaliśmy jeszcze Strzechę Akademicką, a przed ostatnim odcinkiem Dom Śląski. Im bliżej szczytu tym chłodniej, więc kurtkę trzeba zabrać obowiązkowo. Przed 12:30 byliśmy na szczycie, czyli wejście zajęło nam ok. 3 godziny. Na Śnieżce temperatura wynosiła 4 stopnie Celsjusza i wiał bardzo silny wiatr, który przegonił nas dość szybko z góry.  Jak przyjemnie było zrobić sobie pół godzinną przerwę w Domu Śląskim gdzie zjedliśmy najsmaczniejsze kanapki świata (kanapki po zejściu z górskiego szczytu zawsze smakują najlepiej :D). Po odpoczynku ruszyliśmy w drogę powrotną czarnym szlakiem. Jest on bardziej monotonny i w dużym stopniu wiedzie przez las. Podejście jest faktycznie strome, bardzo kamieniste, a gdzieniegdzie pojawia się żwir na którym można się poślizgnąć. Mimo wszystko poszło nam całkiem sprawnie i w bardzo dobrych nastrojach zeszliśmy na parking.

Na tym zdjęciu widać ostatni odcinek wiodący na szczyt Śnieżki i dwie trasy, które na niego prowadzą. My wybraliśmy krótszą i bardziej stromą, a schodziliśmy tą prowadzącą łagodniej dookoła szczytu.
Tak wygląda to bardziej strome podejście. Kilka razy zatrzymałam się na 30 sec oddechu, oj łatwo nie było :).
Widok ze szczytu. Ogromna satysfakcja, ale w cieszeniu się tą chwilą przeszkadzał wiatr i niska temperatura, tylko ok. 4 stopni.

4. Park Miniatur Dolnego Śląska

Podróżując po Kotlinie Jeleniogórskiej co chwila można napotkać drogowskazy kierujące do kolejnych pałaców, ogrodów i innych atrakcji regionu. Jest tego bardzo dużo i chociaż wszystkie są w okolicy to odjazdy z głównej trasy zajmują kilkanaście minut. Całe szczęście wszystkie perełki architektoniczne można podziwiać w Parku Miniatur Budowli Dolnego Śląska, który mieści się w Kowarach (10 minut jazdy samochodem od Karpacza). Jest tam kilkadziesiąt modeli budynków odtworzonych w najdrobniejszych szczegółach. Zobaczyć można między innymi zamek Książ, pałac w Mosznie czy bazylikę w Krzeszowie. Dużym plusem jest obecność przewodnika, który w cenie biletu oprowadza po obiektach. Do grupy z przewodnikiem można dołączyć i odłączyć się w każdej chwili, co daje duży komfort zwiedzania. Warto zarezerwować trochę czasu, żeby obejrzeć każdą z makiet i wybrać się do parku przy dobrej pogodzie bo większa część ekspozycji mieści się w ogrodzie. Jako fanka zamków i pałacy byłam zachwycona!

Z miniaturą zamku w Mosznie. Jak tam pięknie!

5. Zamek Chojnik

Udało nam się zobaczyć zamek Chojnik, którego miniatura dostępna jest w Parku Miniatur Dolnego Śląska. Wędrówka na wzgórze na którym znajduje się zamek Chojnik trwa około 40 minut i prowadzi bardzo ciekawym i różnorodnym szlakiem. My niestety przeceniliśmy nasze możliwości i po zjechaniu ze Szrenicy ruszyliśmy na Chojnik. Dodatkowe 40 minut wspinaczki nie było przyjemnością, ale za to widoki jakie rozpościerały się z wieży zamkowej wszystko nam wynagrodziły. Zobaczyliśmy morze zieleni które przelewało się przez góry i otaczającą okolicę – Jelenią Górę oraz pobliskie miejscowości. Ruiny są bardzo urokliwe, ale widać że zamek jest nadgryziony czasem i brakiem gospodarza. Mimo wszystko warto się tam wybrać.

6. Huta szkła Julia

Do Huty szkła trafiłam z polecenia, które otrzymałam na insta stories. Gdzieś migały mi drogowskazy i szyldy z hutą, ale sama z siebie na pewno bym tam nie dotarła. Huta szkła mieści się w Piechowicach, miejscowości położonej 25 minut drogi samochodem od Karpacza. W okolicy znajduje się zamek Chojnik, a jadąc 6 kilometrów dalej dotrzemy do Szklarskiej Poręby. Warto więc połączyć wycieczkę do huty z innymi atrakcjami bo tutaj spędziliśmy około 2 godzin.
Na terenie huty oprócz budynku w którym pracują hutnicy, jest duży, bezpłatny parking, sklep w którym można kupić wyroby huty, kawiarnia, a także duży ogród z placem zabaw. Gdyby nie wizyta tutaj to chyba nigdy nie wpadłabym na to, żeby wygooglać jak powstaje szkło i wszystkie szklane wyroby :). W Hucie przewodnik oprowadziła nas po fabryce w której oglądaliśmy pracujących hutników. Pierwsze czego w życiu bym się nie spodziewała to fakt, że szkło jest tak elastycznym materiałem w początkowych fazach obróbki.W hucie było sporo dzieci i myślę, że dla nich taka wycieczka to naprawdę super atrakcja.

7. Szklarska Poręba i wejście na Szrenicę

Szrenica to drugi szczyt który postanowiliśmy zdobyć podczas naszego pobytu w górach. Wybraliśmy się więc do Szklarskiej Poręby skąd ruszyliśmy na szlak. Zaraz po rozpoczęciu wycieczki trafiamy pod wodospad Kamieńczyka, który jest najwyższym wodospadem w Karkonoszach. Dalej szlak wiedzie brukowaną drogą ciągle w górę. Choć trasa nie wydaje się trudna potrafi zmęczyć. Niestety tuż przed dojściem na szczyt niebo się zachmurzyło i zrobiło się bardzo mrocznie i chłodno. Choć widoki z trasy nie były tak piękne jak na Śnieżce i tak byliśmy zadowoleni.  P. nie pamiętał czy kiedykolwiek jechał wyciągiem krzesełkowym, więc postanowiliśmy skorzystać z niego w drodze powrotnej ze Szrenicy. W ciągu pół godziny zjechaliśmy do miasta.

Na szczycie Szrenicy.

8. Bazylika w Krzeszowie

Wizyty w tym miejscu nie planowaliśmy, ale widzieliśmy makietę w Parku Miniatur i opis przewodnika bardzo nas zainteresował. Wracając z czeskiego Skalnego Miasta postanowiliśmy nadrobić trochę drogi i odwiedzić teren klasztoru gdzie znajduje się świątynia. Byliśmy bardzo zaskoczeni tym co zobaczyliśmy w tej małej miejscowości. Bazylika wraz z otaczającym ją klasztorem są bardzo zadbane. Obiekt jest monumentalny, bogato zdobiony jak na barokowy styl przystało. To chyba jeden z najpiękniejszych kościołów w Polsce. To co zapamiętam to niesamowity chłód w środku, jeszcze nigdy nie odczuwałam aż takiego zimna i różnicy temperatur wchodząc do świątyni, a jednak często zdarza nam się odwiedzać kościoły podczas podróży.

9. Skalne miasto w Czechach

Właściwie to dwa rezerwaty Adršpašskoteplické skály i Adršpašsko-teplické skály. Miejsce w którym formacje skalne o przeróżnych kształtach np. rękawicy lub zęba, tworzą niesamowity labirynt. Miejscowość znajduje się w Czechach, ale blisko polskiej granicy więc podróż samochodem nie była problemem. Można tam dotrzeć również autokarem – wiele biur podróży organizuje tam wycieczki i istnieje połączenie kolejowe. W rezerwacie jest kilka szlaków turystycznych. My wybraliśmy szlak zielony i ruszyliśmy nim z miejscowości Adršpach. Już na samym początku wita nas niesamowity widok jeziora, w którym woda ma turkusowy kolor. Później jest już tylko lepiej. Przejście całego szlaku zajęło nam około 2,5 godziny. Sama wędrówka nie była zbyt męcząca, ale zdarzały się strome i wysokie schody.

10. Wrocław

Do Wrocławia zawsze warto wpaść chociaż na krótki spacer. Jeśli wyruszacie do Karpacza z Warszawy to zajrzycie tu w drodze na miejsce. To była moja druga wizyta we Wro. Tym razem ruszyliśmy do Hali Stulecia i Ogrodu Japońskiego. Wpadliśmy też oczywiście na rynek gdzie głównym celem była Vega, czyli najstarszy bar wegański w Polsce. Ogród japoński to rzeczywiście piękne miejsce z masą azjatyckiej roślinności niespotykanej nigdzie indziej. Natomiast Hala Stulecia widziana tylko z zewnątrz nie zrobiła na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia. Może ogólny odbiór popsuł bałagan po majówkowej imprezie dopiero sprzątany podczas naszej wizyty. Jednak to obiekt doceniony nawet przez UNESCO i pewnie podczas wydarzeń można poznać więcej jego zalet. Szkoda, że i przy tej wizycie we Wrocławiu nie udało mi się zobaczyć pokazu Wrocławskiej Fontanny Multimedialnej, która znajduje się obok hali. Oczywiście najlepiej wpaść na pokaz po zmroku.

O tym, że rynek i wrocławskie krasnale są ekstra chyba nie trzeba nawet wspominać :). Wspomnę natomiast o barze Vega. Tu też nie trzeba wielu słów – istny raj dla wegan. Wszystkie opcje domowych obiadów takie jak zupy, gołąbki, kotlety, bigos oraz dania jak pizza czy naleśniki dostępne są tutaj, oczywiście w wegańskim wydaniu. Ja zdecydowałam się na zestaw z samosą, P. na falafele. Wszystko było tak domowe i przepyszne, że mam ochotę zamieszkać we Wro i żywić się tam codziennie. Tym bardziej, że ceny są bardzo niskie, a do spróbowania zostało jeszcze tyle potraw i desery!

Wiosna to idealny czas na spacer w Ogrodzie Japońskim, wszystko kusi kolorami i zapachami.
Każdy składnik to była poezja smaku! Od ziemniaków, przez samosę po surówki i boskie sosy!

11. Drezno

Karpacz to super baza wypadowa do niemieckiego Drezna. Można dojechać tam w niecałe 3h. My akurat zdecydowaliśmy się na wycieczkę jednodniową z biurem podróży i dzięki temu po Dreźnie oprowadzał nas przewodnik. W górach w niemalże każdej miejscowości są biura podróży, które organizują wycieczki do Niemiec, Czech, Słowacji, a nawet Austrii i ekspresowe zwiedzanie – moim zdaniem to fajna opcja.

Drezno nazywane Florencją Północy to niesamowicie urokliwe miasto, które jest związane z historią Polski za sprawą dynastii Sasów z której to 2 władców było królami Polski. Warto przejść się kawałek wzdłuż Łaby ze względu na widoki na piękną architekturę i kontynuować spacer na Stare miasto na którym znajdują się słynne zamki z muzeami zorganizowanymi we wnętrzach – Królewski i Zwinger. Najwięcej czasu spędziliśmy w Zwingerze. Weszliśmy do środka i oglądaliśmy perełki europejskie malarstwa, wystawę zegarów, porcelany. Zwinger akurat był w trakcie renowacji, więc niektóre części prezentowały się wspaniale, ale jeszcze nieodnowione przybrudzone skrzydła prezentowały się fatalnie. Drezno to miasto, które bardzo ucierpiało podczas bombardowań pod koniec wojny i chyba dopiero niedługo będzie w pełni przywrócone do swojej świetności, bo wiele zabytków odrestaurowano całkiem niedawno, a nad częścią trwają prace. Tak czy inaczej zrobiło na mnie wrażenie.

12. Zamek Książ

To trzeci co do wielkości zamek w Polsce, który od bardzo dawna chciałam zobaczyć. Nie wiedziałam, że wypad do Karpacza stworzy do tego okazję, ale mój chłopak wiedząc o moim marzeniu zrealizował je w drodze powrotnej. Myśleliśmy że spędzimy tak maksymalnie 1,5 h, a zeszło się chyba ze 3 i tak naprawdę śmiało można zarezerwować pół dnia na zwiedzanie zamku, palmiarni i ujeżdżalni koni, bo te trzy atrakcje możemy mieć w cenie biletu. My wybraliśmy bilet bez ujeżdżalni koni, bo na to nie starczyłoby nam czasu, ale różnica w cenie była bardzo mała. Żeby nie czekać na zwiedzanie z przewodnikiem, które miało rozpocząć się dopiero za godzinę ruszyliśmy sami z aplikacją WOW Poland. Jej wykorzystanie do zwiedzania było świetnym pomysłem, ale ze względu na kłopoty z zasięgiem w zamku odsłuchaliśmy tylko kilku nagrań, które udostępniały się na podstawie naszej lokalizacji. Czytaliśmy, że ogólnie ludzie narzekali na ten sam problem, a szkoda, bo to co udało się odsłuchać było bardzo ciekawe. Zamek to nie tylko piękny i monumentalny kompleks architektoniczny, ale też wiele lat historii. Powstał już w średniowieczu i do dzisiaj był świadkiem wielu wydarzeń. Podczas II wojny stacjonowali w nim Niemcy, następnie Rosjanie aż wreszcie wrócił w polskie ręce.

Palmiarnia jest oddalona od zamku o 20 minut spaceru. Warto się tam wybrać i zobaczyć oryginalne rośliny. Ciekawe jest także to jak doszło do jej powstania. Odpowiedź jest prosta – miłość :). Jan Henryk XV zlecił jej wybudowanie dla swojej małżonki Marii Teresy Cornwallis-West zwanej Daisy :). Tym samym podarował jej kwiaty za 7 milionów marek w złocie. Romantyk!

Zamek w całej okazałości można zobaczyć z punktu obserwacyjnego. Zaprowadziły nas tam drogowskazy kiedy wędrowaliśmy do zamku z parkingu.
Ogrody wokół zamku prezentują się iście królewsko.
Palmiarnia. Mnie zachwyciło bogactwo sukulentów, storczyków i inne piękne kwiaty, a także owoce takie jak cytryny czy mandarynki. Na zdjęciu uchwyciłam też białego pawia, który nastroszył piórka zachęcany przez grono starszych pań przez dobre kilka minut :).

13. Park wodny Tropicana w Hotelu Gołębiewski

Szukając relaksu po górskich wędrówkach można wpaść na relaks do parku wodnego. Jeśli nie ma sił na pływanie to do dyspozycji mamy jacuzzi, sauny, bicze wodne, zjeżdżalnie czy grotę solną.

Inne atrakcje Karpacza

Wszystkie powyższe atrakcje zaliczyliśmy podczas naszego wyjazdu i na kilka miejsc jak to zwykle bywa nie starczyło nam czasu. Chętnie zdecydowałabym się na wędrówkę na Skalny Stół i do Wielkiego Stawu. W Karpaczu znajdują się też rozmaite muzea: Muzeum Sportu i Turystyki, Muzeum Zabawek, Muzeum Techniki i Budowli z Klocków. 

Jedno jest pewne – Karpacz to masa możliwości ciekawego i aktywnego spędzenia czasu. Przy okazji polecam Wam jeszcze Willę Góralka w której nocowaliśmy i już marzę o kolejnym tak udanym wyjeździe :).

Uciekam nie wracam! No dobra… niestety wróciłam :).